Zwiększony eksport jest zatem przede wszystkim wypadkową dwóch czynników. Po pierwsze, jest symptomem poprawy jakości i znacznego unowocześnienia parku maszynowego; po drugie zaś - pośrednim skutkiem akcesji Polski do struktur europejskich. W 2007 roku, w związku ze znaczną migracją ludności, należy spodziewać się jeszcze większej dysproporcji bilansu handlowego z zagranicą na tym obszarze. Oczywiście, na rzecz eksportu.
Kolejnym wyznacznikiem rozwoju naszej poligrafii jest poziom inwestycji. Tutaj również wiele zakładów chętnie korzysta z funduszy europejskich, przeznaczając pozyskane środki na unowocześnienie wyposażenia.
Zgodnie z danymi GUS, łączne nakłady na środki trwałe poniesione przez podmioty gospodarcze prowadzące działalność wydawniczą, poligraficzną i reprodukcyjną, zatrudniające od 10 do 49 osób, wyniosły w 2006 roku 982 mln zł. 127,4 mln zł przeznaczono na rozbudowę budynków i lokali, 753,9 mln zł pochłonęły inwestycje w maszyny, urządzenia techniczne i narzędzia. Warto zauważyć, że aż 47,6 mln zł przeznaczono przy tym na środki transportu, co świadczy o poszukiwaniu nowych obszarów aktywności i budowaniu oferty usług dodanych w celu dotarcia do klienta.
Gwałtowna aktywność inwestycyjna zwiększa nie tylko potencjał produkcyjny za sprawą instalacji nowych rozwiązań, ale również często poprawia parametry wydajności już funkcjonujących. Być może właśnie ich wysoki poziom tłumaczy takie, a nie inne wyniki kolejnego badania przeprowadzonego przez GUS, dotyczącego wykorzystania mocy produkcyjnych firm branży poligraficznej. Wynika z nich, iż spadało ono systematycznie w kolejnych kwartałach 2006 roku.
O tym, że rezultaty te są mocno i jednoznacznie skorelowane ze zmianami technologicznymi, świadczy przebieg cyklu koniunkturalnego na rynku. Mówi on jednoznacznie, że mimo wahnięcia w lipcu, w drugim półroczu utrzymana zostaje tendencja wzrostowa. I to zarówno, gdy chodzi o produkcję, jak i o sprzedaż.
Wobec powyższego tym bardziej – mimo spadku wykorzystania mocy produkcyjnych – naprawdę trudno wyjaśnić wykazywany w statystyce spadek wartości produkcji sprzedanej usług poligraficznych.
W ramach tego samego badania oszacowano również zdolności produkcyjne polskich zakładów poligraficznych. Jest to wskaźnik określający maksymalne rozmiary produkcji, możliwe do osiągnięcia przy danym zasobie czynników produkcji.

Rynek firm prowadzących działalność wydawniczą, poligraficzną i reprodukcyjną podlega dość wyraźnym wahnięciom koniunktury. Tradycyjny „sezon ogórkowy” to początek roku – styczeń i luty. Wyraźny spadek następuje również w okresie urlopowo-wakacyjnym, a konkretnie w lipcu, gdyż w sierpniu machina produkcyjna nabiera znów tempa, by osiągnąć najwyższe wyniki w grudniu.
Ciekawie prezentuje się też wielkość i struktura kosztów przedsiębiorstw prowadzących działalność wydawniczą, poligraficzną i reprodukcyjną. Wskaźnik poziomu kosztów z całokształtu działalności wyniósł dla nich w 2006 roku 92,8 proc. przy rentowności ze sprzedaży na poziomie 6,3 proc. Poziom kosztów zdradza wyraźną tendencję wzrostową wraz z powiększaniem się przedsiębiorstwa. W grupie firm zatrudniających do 49 osób wynosił on 90,8 proc., stopień wyżej (50-249 osób) – 92,0 proc., a w największych (powyżej 250 osób) – 93,4 proc.
W strukturze kosztów dominują, co oczywiste, wydatki ponoszone z tytułu zużycia materiałów i energii. Jednakże już druga pozycja usług obcych wskazuje na to, iż wiele czynności jest podzlecanych wykonawcom zewnętrznym. Dopiero na trzecim miejscu plasują się koszty osobowe (wraz z ubezpieczeniami społecznymi – 21 proc.).
Zaskakuje nieco, stosunkowo niski udział podatków. Rośnie on oczywiście, kiedy doliczyć przymusowe obciążenia ponoszone z tytułu ubezpieczeń społecznych. Niemniej nawet łączny poziom 4 proc. jest potwierdzeniem faktu, iż rynek poligraficzny rozwija się w naszym kraju, jak dotąd, w miarę swobodnie.

Wiele z przytoczonych wyżej danych jest często traktowanych jako dotyczące wyłącznie rynku poligraficznego. Szczególnie w opracowaniach publicystycznych. Jest to, rzecz jasna, ujęcie życzeniowe, niedopuszczalne z punktu widzenia rzetelnej oceny realiów.
Do sformułowania pełnego statystycznego opisu rynku poligraficznego, a tym bardziej produkcji dziełowej, niezbędny jest zarówno dostęp do rzetelnej informacji statystycznej, jak i współpraca ze strony przedsiębiorstw z tej branży. Jest to, jak widać, zadanie niełatwe, a jego pogłębienie i doprecyzowanie to zdecydowanie melodia przyszłości. Miejmy nadzieję, że już niedalekiej.
Maszyny i materiały
Rynek poligraficzny to nie tylko usługi druku czy oprawy, to także rozległy obszar technologiczny – maszyn i urządzeń oraz materiałów wykorzystywanych w procesie fizycznej produkcji książki.
Tradycyjnie w poligrafii za jej kluczowy etap uważa się druk. W ostatnich latach takie spojrzenie ulega jednak wyraźnemu przewartościowaniu. Rośnie znaczenie rozwiązań pełniących funkcje pomocnicze i koordynacyjne, np. informatycznych, a w produkcji dziełowej – zwłaszcza introligatorni. Wiele koncernów produkujących rozwiązania technologiczne poszukuje nowych możliwości rozwoju oferty na obszarach, które dotychczas traktowały jako uboczne czy dodatkowe. Realizowane obecnie strategie zmierzają tu głównie ku sytuacji, w której jeden dostawca może zaoferować zakładowi poligraficznemu rozwiązania kompleksowe. Odbywa się to dwojako. Pierwszym sposobem jest dywersyfikacja produkcji, stosowana głównie przez duże firmy o bardzo silnej, ugruntowanej pozycji na przynajmniej jednym z obszarów rynku. Przykładem może być koncern Heidelberger Drückmaschinen AG, słynący z wysokiej klasy maszyn drukujących, stawiający ostatnio mocno na rozwój rozwiązań informatycznych i wykończeniowych, co było widać chociażby podczas targów Poligrafia w Poznaniu wiosną 2007 roku.
Drugą drogą rozwoju i ugruntowywania pozycji rynkowej są alianse strategiczne, fuzje i przejęcia. Ich liczba jest w ostatnim czasie ogromna i prawdopodobnie tendencja ta utrzyma się aż do targów przemysłu poligraficznego Drupa 2008 w Düsseldorfie.
Dynamika tych procesów jest szczególnie widoczna na rozwojowym obszarze rozwiązań informatycznych. Oczywiście wywierają one następnie wpływ na zmiany zachodzące w innych dziedzinach, szczególnie tam, gdzie technologia zastępuje coraz częściej człowieka, np. na polu zarządzania kolorem. Na obszarze tym pozycję dominującą uzyskał ostatnio koncern X-Riet, który w połowie 2007 roku przejął firmę Pantone Inc., twórcę najpowszechniej używanej skali kolorów specjalnych.
Tym, co zazwyczaj najbardziej elektryzuje w obrazie każdego rynku, są dane o jego rozmiarach, popycie itp. Tu jednak pojawia się problem. Producenci i dostawcy wyposażenia i materiałów eksploatacyjnych dla drukarń bardzo niechętnie udostępniają jakiekolwiek informacje na temat obrotów czy wyników finansowych. Na ich złożoną ofertę składają się skomplikowane rozwiązania technologiczne sprzedawane w różnych konfiguracjach, różnorodne materiały oraz usługi związane z instalacją i obsługą serwisową i szkoleniową. Są one trudne do wyodrębnienia bez wglądu w księgi rachunkowe. Dlatego też stosunkowo niewiele do szczegółowej wiedzy o rynku wnosi analiza ich sprawozdań finansowych. Na tej podstawie trudno snuć również rozważania natury ogólnej.
Pierwszy wyłom w powszechnej niewiedzy na temat kształtu i wielkości rynku, a właściwie poszczególnych rynków rozwiązań poligraficznych, wykonał miesięcznik „Print & Publishing” publikując w 2006 roku zestawienia sprzedaży arkuszowych maszyn drukujących oraz naświetlarek CTP za rok 2005. Ich sporządzenie nie było sprawą łatwą. W 2007 roku podobnym zestawieniem spróbowano objąć również sprzedaż cyfrowych systemów produkcyjnych. Jednakże tutaj opór materii okazał się jeszcze większy. Także powtórzenie zestawień z 2006 roku napotkało na niespodziewane trudności, bowiem okazało się, że dane udostępnione przez koncern KBA w zestawieniu sprzedaży maszyn drukarskich w 2006 roku zostały zanegowane przez konkurentów. Producent podał, iż sprzedał w ciągu roku 50 zespołów drukujących, tymczasem w innych publikatorach branżowych informował, iż liczba ta wyniosła jedynie 30, co stanowi nader istotną różnicę.
W związku z tą sytuacją, przy kolejnych zestawieniach poproszono dostawców o podanie wraz z liczbą maszyn listy ich nabywców. Spotkało się to z kolei z ostrym sprzeciwem niektórych, tłumaczących swą niechęć do ujawniania takich informacji konkurencją na rynku, bądź reakcją odmowną ze strony swych kontrahentów. Takie podejście osłabiło więc szczegółowość zestawień. Należy mieć jednak nadzieję, że to problemy przejściowe. Wszak podobne zdarzały się przy formułowaniu pierwszych zestawień wydawnictw książkowych. Ale po kolei.
Poligraficzny proces technologiczny zwykle dzieli się na trzy etapy: prepress, press i postepress. Pierwszy obejmuje wszystkie działania związane z przygotowaniem do druku, drugi – sam druk, natomiast trzeci – wszelkie czynności wykończeniowe. Podział ten nie zmienia się od lat, chociaż zawartość merytoryczna tych trzech pojęć – stosowane w nich rozwiązania technologiczne i techniczne – ulegają nieustannej ewolucji. W zestawieniach „Print & Publishing” uchwycono jak dotąd fragmenty dwóch z tych obszarów.
W zakresie prepress mieści się wspomniane wcześniej zestawienie sprzedaży naświetlarek CTP. W podsumowaniu za 2006 rok wśród marek obecnych na polskim rynku na pierwszym miejscu znalazł się Dainippon Screen, dystrybuowany przez Reprograf. W 2006 roku sprzedano łącznie 42 takie urządzania. Wzmocniła się także pozycja drugiego na rynku Heidelberga – zakupiono aż 31 jego rozwiązań. W porównaniu z rokiem 2005 o jedno „oczko” poprawił także swój wynik Fantom Poligrafia.
Zmiany sprzedaży nowych naświetlarek CTP dla offsetu w Polsce w latach 2005-2006

Za stabilne można także uznać poziom i strukturę instalacji nowych maszyn offsetowych, które wykazują systematyczny wzrost. Zmianą, jakiej dokonano w zestawieniu sprzedaży za 2006 rok w porównaniu z wcześniejszym, jest uznanie za kryterium wiodące nie tyle liczby samych maszyn, ile wszystkich zawartych w nich zespołów drukujących. Takie ujęcie jest bardziej reprezentatywne z uwagi na fakt, iż to właśnie ono przesądza o wartości pojedynczej transakcji. Oczywiście jest to założenie umowne, gdyż w praktyce nie sposób rozpatrywać jednego parametru bez drugiego. Nietrudno się domyślić, iż sprzedaż dwóch maszyn w standardzie czterokolorowym (po cztery zespoły) nie oznacza tego samego, co sprzedaż jednej maszyny liczącej ich osiem. Jednakże, aby w pełni zrozumieć tę różnicę, trzeba by przeprowadzić w tym miejscu głębszą analizę porównawczą rozmaitych parametrów konstrukcyjnych i technicznych oraz, rzecz jasna, ich konkretne ceny.
Także określenie „zespół drukujący” jest pewną kategorią umowną, ponieważ wliczane są tu także np. wieże (zespoły) lakierujące czy też jednocześnie drukujące i lakierujące.
W 2006 roku prymat utrzymały półformatówki, w niewielkim stopniu zmieniło się zainteresowanie formatem małym i superwielkim, wyraźnie natomiast wzrósł popyt na maszyny w formacie wielkim. Urządzenia te pod względem liczby instalacji zaczęły doganiać przewodzące dotychczas półformatówki. Interesującym zjawiskiem jest też istotny, choć nie tak wielki, przyrost procentowy sprzedaży urządzeń pracujących w formacie małym.
Ogólna liczba nowych offsetowych maszyn arkuszowych sprzedanych w Polsce w latach 2005-2006 wg formatów

W zestawieniu instalacji według producentów wyraźnym i niezagrożonym liderem pozostał Heidelberg. Pozycje 2-3 dzieliło już jednak w 2006 roku bardzo niewiele. Nastąpiła też zmiana w czołówce – do pierwszej trójki wszedł MAN Roland, który wyprzedził Reprograf, dostawcę maszyn Komori. Zresztą, właśnie Reprograf oraz Mercator Poligrafia to jedyne przedsiębiorstwa, które odnotowały spadek sprzedaży na tym obszarze.
Warto również odnotować premierową na polskim rynku instalację maszyny pracującej w technologii offsetu cyfrowego – Presstek 34 DI.
Ogólna liczba nowych offsetowych zespołów i maszyn arkuszowych sprzedanych w Polsce w latach 2005-2006 wg producentów

Jeszcze trudniejszy do podsumowania i opisania okazał się rynek systemów do przemysłowego druku cyfrowego. Swoimi wynikami za 2006 rok najchętniej dzielili się sprzedawcy maszyn z najwyższej półki – jakościowej, a zarazem cenowej. Istotnie, każda instalacja takiego urządzenia to ważny krok tak dla rynku, jak i dystrybutora.
Wynika z tego, że polscy nabywcy – a są nimi zarówno drukarnie, duże przedsiębiorstwa, jak i wydawnictwa dziełowe – wcale nie sięgają po rozwiązania z najniższej półki. Przeciwnie, widać, iż dostrzegają ich perspektywiczność i potencjał właśnie w wersjach bardziej rozbudowanych.
Na średnim szczeblu systemów cyfrowych uznaje się, że liderem sprzedaży pozostaje Xerox. Firma nie ujawnia jednak ilości sprzedanych urządzeń, podobnie zresztą jak jej konkurenci – Konica Minolta, Océ i Canon. Coraz rzadziej też można dowiedzieć się o kolejnych instalacjach z oficjalnych informacji prasowych. Dlaczego? Możliwe są dwie odpowiedzi.
Jeżeli rynek systemów przemysłowych nie rozwija się w tak dynamicznym tempie, jak chociażby obszar urządzeń wielofunkcyjnych, to udział realizowanych na nim transakcji jest tak mały, że w formie odrębnej statystyki wyglądałby niezadowalająco. Opcja druga, to zwykła niechęć do ujawniania swych partnerów i traktowanie ich jako „inwestycji na przyszłość”.
Trudno cokolwiek jednoznacznie orzec dysponując wyłącznie hurraoptymistycznymi doniesieniami sprzedawców o kolejnych sukcesach. Nie sposób bowiem bez ich udziału rzetelnie je zweryfikować.
Większość nowoczesnych rozwiązań technologicznych – maszyn czy urządzeń – powstaje za granicą. U nas są one jedynie instalowane. Jednakże w jednej dziedzinie możemy pochwalić się pewnym wkładem produkcji krajowej. Chodzi tu o rynek farb drukarskich. W Polsce działa bowiem kilka mieszalni i laboratoriów dużych światowych producentów, jak i paru wytwórców krajowych. Niestety, statystyka dotycząca wielkości produkcji farb też nie jest jednoznaczna.

Zarówno sprzedaż naświetlarek CTP, maszyn drukujących, systemów cyfrowych, jak i produkcja farb dobitnie wykazują tendencje wzrostowe. Czynnikiem, który może nieco „przestudzić” popyt na nowe technologie w roku bieżącym, może być co najwyżej oczekiwanie na nowości, jakie producenci zaprezentują podczas przyszłorocznej Drupy. Niewiele o nich na razie wiadomo. Jednak, czy przy obecnym tempie rozwoju technologicznego jedne targi, nawet największe na świecie, mogą spowodować radykalny przewrót na rynku? Z drugiej strony, gigantyczna presja popytowa nie skłania do wstrzemięźliwości inwestycyjnej. Przeciwnie, zachęca do jak największego wykorzystania obecnej koniunktury.
Rynek zatem rośnie. Gorzej, kiedy próbuje się ustalić dokładniej, jakie jest właściwie tempo tego wzrostu. Pytania o dane liczbowe sprawiają, że sprzedawcy nabierają wody w usta. Można wówczas usłyszeć powtarzane wręcz automatycznie twierdzenia o presji ze strony konkurencji i konieczności utrzymania tajemnicy handlowej. Takie podejście skutkuje tym, że branża poligraficzna jest de facto jedną ze słabiej opisanych w polskiej gospodarce.
Z drugiej strony, jakby niechcący, obnaża też niewątpliwą słabość rynku, dla którego wskaźnikiem dojrzałości powinien być m.in. wysoki poziom znajomości i wiedzy dostępnej na jego temat. Skłonności do nieujawniania informacji o działalności bieżącej, a tym samym utrudniony dostęp do kompleksowych danych o rynku, świadczą o tym, że sektor druku jest wciąż obszarem biznesowo niedojrzałym, znajdującym się jeszcze na dorobku. Z drugiej strony dowodzą, że tempo jego wzrostu jest tak wielkie, iż wbrew zapewnieniom o presji konkurencji firmy poligraficzne mogą pozwolić sobie na ograniczoną aktywność promocyjną i nakłady na pozyskiwanie wiedzy o kliencie. Większość dostępnych środków jest przeznaczana raczej na działalność stricte sprzedażową, często skrywaną dla pozoru pod „płaszczykiem” marketingu. Co więcej, poligrafia jest jedną z niewielu już chyba branż, gdzie marketing wręcz utożsamia się z handlem, specjalista ds. marketingu po prostu pełni obowiązki przedstawiciela handlowego.
Sytuacja ta zmieni się jednak dopiero wówczas, gdy gospodarka osiągnie naprawdę wysoki poziom nasycenia produkcją poligraficzną, a branża zacznie szukać klientów już nie „z łapanki”, ale w sposób w pełni świadomy.
Oczywiście, nie można powiedzieć, że w tej kwestii na polskim rynku nic się nie zmienia. Przeciwnie, widać to gołym okiem. Prawdziwego przełomu należy spodziewać się jednak dopiero wtedy, gdy rynek osiągnie granice popytu. Być może jest to kwestia kilku, kilkunastu lat, ale równie dobrze sytuacja taka może wywołać otwarcie granic na rynki tańszych usług.
Rynek papieru
Innym, ważnym z poligraficznego punktu widzenia, w tym również dla wydawców, obszarem jest rynek papierniczy. To rynek zdecydowanie rosnący, choć, jak twierdzą jego przedstawiciele, poddany nieustannej presji ostrej konkurencji. Jako główny dowód na to twierdzenie podaje się konieczność dokonywania licznych, bardzo kapitałochłonnych inwestycji.
Produkcja i zużycie papieru w Polsce w tys. ton

W 2006 roku łączny poziom inwestycji na rynku przedsiębiorstw parających się produkcją masy włóknistej, papieru oraz wyrobów z papieru wyniósł łącznie 1 126,6 mln zł. 218,2 mln zł przeznaczono na budynki i lokale, a aż 870,3 mln zł na maszyny, urządzenia techniczne i narzędzia. Podobnie jak w poligrafii, niemałą kwotę – 30,3 mln zł – wydatkowano na rozwój bazy transportowej.
Wart uwagi jest fakt, iż branża papiernicza w dużym stopniu przyciąga kapitał obcy. Zgodnie z danymi Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych na dzień 31 grudnia 2004 roku, przedsiębiorstwa z tego sektora plasowały się wśród najbardziej dofinansowanych inwestycjami kapitału obcego wśród całej branży poligraficznej. W pierwszej dziesiątce znalazło się ich aż pięć, z czego tylko jedna niezajmująca się produkcją i sprzedażą papierów graficznych. Łączna wartość pozostałych czterech inwestycji w naszym kraju – IPC, Framondi NV, Arctic Paper AB i Stora Enso Oyj – wynosiła już wówczas 842,9 mln dolarów.
Na rynku papieru rośnie zarówno eksport, jak i import. I wiele wskazuje na to, że ta tendencja utrzyma się najprawdopodobniej jeszcze przez najbliższych kilka lat, gdyż popyt na papier zwiększa się nieustannie. Ponadto, jak pokazuje porównanie jego zużycia na jednego mieszkańca, obecny wynik (92 kg) to zaledwie połowa tego, co zużywa przeciętnie w ciągu roku mieszkaniec „starej piętnastki” Unii Europejskiej. Oczywiście, należy powstrzymać się przed hurraoptymistycznymi prognozami mówiącymi o „dążeniu do zrównania” tych parametrów, gdyż trzeba wziąć pod uwagę realną siłę nabywczą rynku.
Zużycie papierów graficznych, a więc i tych, które służą do produkcji książek, plasuje je na drugim miejscu za niedościgłymi pod tym względem papierami i tekturami opakowaniowymi. Zgodnie z przewidywaniami Stowarzyszenia Papierników Polskich (SPP), ten trend ma się utrzymać.
Produkcja papieru w latach 2000-2006 w tys. ton

Wśród papierów graficznych można wyróżnić wiele rodzajów. Łatwo to zauważyć – wystarczy wejść do księgarni. Niemniej i to się zmienia. Nabywcy przykładają bowiem coraz większą wagę do stosunku jakość/cena, w związku z czym zapotrzebowanie na papier „specjalizuje się”. Nie zmienia to faktu, że jeśli chodzi o podłoża stosowane w produkcji książek ważną cechą jest, i z pewnością nadal pozostanie, ich trwałość. Sytuację mogą nieco zmienić coraz popularniejsze w naszym kraju kieszonkowe edycje książek, ale nie są one jeszcze zjawiskiem masowym.
Innym istotnym trendem jest przyrost rynku papierów do druku cyfrowego. Nie jest on bynajmniej związany wyłącznie ze skokiem zainteresowania drukiem książek na żądanie, a ze zwiększeniem masy dokumentów produkowanych w biurach i obrocie transakcyjnym. Niemniej, wpływa to pośrednio także na upowszechnienie i rozwój samej technologii druku cyfrowego, co znów wywołuje zwyżkę jego zastosowania na rynku dziełowym.
Zgodnie z badaniami prowadzonymi przez SPP w pierwszej połowie 2005 roku, na rynku papierniczym funkcjonowały wówczas 184 przedsiębiorstwa, zatrudniające łącznie 37 tys. osób. Obie te wartości notują systematyczny wzrost, podobnie jak przychody ze sprzedaży
Przemysł papierniczy w Polsce w ujęciu półrocznym w latach 2002-2005

Wskaźnik poziomu kosztów ze sprzedaży produkcji wyrobów z papieru i tektury kształtował się w pierwszym kwartale 2007 roku na poziomie 94,4 proc., nieco niższym od kosztów z całokształtu działalności (94,9 proc.). Rentowność sprzedaży brutto wyniosła 5,1 proc., a netto 4 proc.
Na rynku papierniczym dominują firmy duże, i to zarówno w produkcji jak i sprzedaży. Zwłaszcza na rynkach masowych, a takim niewątpliwie jest produkcja dziełowa.
Co więcej, obserwujemy tu postępujący proces konsolidacji – czy to w formie fuzji, łączenia w grupy, przejęć, czy też daleko zakrojonej kooperacji handlowej. Ostatnim spektakularnym przejęciem był zakup firmy Map przez innego dużego dystrybutora europejskiego – Antalis.
Fabryki papieru przykładają bardzo dużą wagę do ochrony środowiska. To ważny element ich strategii marketingowych. Rezygnują ze stosowania chloru, zmniejszają emisje tlenków, w tym dwutlenku węgla. Instalują energooszczędne linie technologiczne przyjazne środowisku. Dobrym przykładem takich działań jest polityka „społecznej odpowiedzialności biznesu”, realizowana przez szwedzki koncern Arctic Paper, widoczna także w wykonaniu jej polskiego oddziału. Te przedsięwzięcia zostały wymuszone przez prawo unijne i częściowo krajowe.
Zgodnie z zapewnieniami SPP, polski przemysł papierniczy jest obecnie ekologicznie bardzo „czysty”, gdyż produkcja opiera się wyłącznie na surowcach krajowych – drzewie z lasów państwowych, a w coraz większym stopniu także na makulaturze.