| Czwartek, 28 kwietnia 2011
Najsłabszy na bramce
Co czytają inni
Mój szwagier napisał szlagier”… Nie, nic takiego się nie zdarzyło, jego piosenki cieszyły się popularnością w niezbyt szerokim kręgu, nawet koleżanka z kapeli śpiewająca solówkę w „Żywocie Briana” nie przysporzyła grupie sławy. Oni zostali, gdy ona powędrowała dalej. Ale w 1978 roku szwagier przyniósł wejściówki na koncert „live” w parowozowni znanej jako Roundhouse. Zobaczyłem i usłyszałem nową falę – punków, głośnych, barwnych i zbuntowanych. Nie podobali mi się, przyznaję, zbyt wiele hałasu na pokaz, choć Ian Dury był niezwykły: usztywniony nieco kalectwem, podawał swoje teksty – bardzo zabawne, pełne seksualnych odniesień – wykrzykując je staccato. Śpiewał swoje szlagiery: „Sex & Drugs & Rock & Roll” (tak, to jego tytuł), „Wake up and make love with me…”.
Piosenki Dury’ego były utworami miejskimi, by tak rzec, związanymi z Londynem, południowymi dzielnicami i ich charakterystyczną gwarą. Przypomniały mi się, gdy czytałem tomik niegdysiejszego włoskiego punka Nina Vetriego i słuchałem dołączonej do książki płyty z nagraniami jego zespołu. Grupa nazywała się „La Banda di Palermo” – no, punk to to nie był, kapela grała rytmicznie, z przytupem i przygrywką harmonii, typowa muzyka ludowa, która oczywiście mogłaby posłużyć do jakiejś żywszej, bardziej zadziornej adaptacji. Wyklejka książki („Die letzten Stunden meiner Brille”, edition FotoTapeta) jest [...]
Grzegorz Sowula
Materiał pochodzi z czasopisma
Wydanie nr
|