Ogród wierszy czarnogórskich. Tak egzotyczny i tak – wydawałoby się – nierzeczywisty, bo wcześniej nieobecny, jakby niemy. I oto otwiera się, jest, zaskakuje swoją różnorodnością, tonacjami, perspektywą obrazów, zmiennością nastrojów. Jest miejscem, przez które biegną granice światła i cienia. Jest polem bitwy i odpoczynku. Jest miejscem człowieka na ziemi.
Na krawędziach moich niebo się pokaleczyło
i zranione padło w morze by się leczyć
w morze kojące.
Gwiazda nade mną ze strachu pozieleniała
ból i miłość na mym języku.
Wszystko tutaj zmienia się w niezwykłym tempie. Chociaż zdarzają się chwile przejmująco długie, rozciągnięte, wytrącone z rytmu zmian i pogoni. Wtedy widać więcej i ostrzej. W źrenicach zatrzymuje się kolor morza i ziemi, a mapa nieba wydaje się być bliżej nas. Ale potem wszystko znowu zaczyna swój bieg i wszystko nagle znowu:
Jest zbyt ludzkie.
Jest zbyt śmiertelne.
Czytam te wiersze zebrane i wydane w „Antologii poezji czarnogórskiej XX wieku”, w pierwszej tak obszernej antologii, bo złożonej z utworów blisko pięćdziesięciu poetów, obciążonych trudnym bagażem historycznych i politycznych dramatów bałkańskiej krainy. W tej przestrzeni nie ma bowiem jasnych granic oddzielających jeden naród od drugiego, nie ma granic miedzy słowami i myślami. Są natomiast daty podziałów, bitew i aneksji, ucieczek i powrotów. Czarnogóra żyła od wieków w cieniu Serbii, ale była zarazem jej częścią swoistą, zawsze świadomą swojej przeszłości – tej słowiańskiej i tej starszej znaczonej śladami Rzymskiego Imperium i Bizancjum. Tutaj morze dotyka stromych gór. Być może te wszystkie warstwy i osady jeszcze czekają na pełne odsłonięcie. Ale to się już dzieje, to jest początek. „Antologia” jest takim dotknięciem miejsc czułych, wrażliwych, dotknięciem „odkrywczym”. Jednym z wielu możliwych. Są w niej głosy poetów XX wieku. Jednego zaledwie stulecia, ale jakże przecież ważnego, bo ostatecznie przygotowującego Czarnogórę do samodzielności.
Czytam te wiersze i staram się odczuć wagę każdego słowa i każdej pauzy. Bo jest w nich rytm codziennego doświadczenia, rytm rozmowy na progu domu, pozdrowień na drodze, narodzin i śmierci. Wszystkich spraw ludzkich. Te wiersze są często jakby „wyjęte” z żywego potoku języka i zachowując ten swój „przyziemny” rodowód, biegną bardzo daleko, tworzą wizje, otwierają wyobraźnię. Są zachwycające i niezwykłe:
Czy możesz
cieniu mój
teraz lub kiedykolwiek
porwać mnie na Orbitę wokół Słońca
z muszli która się z trudem rozwiera
skąd sam tylko siebie przywołuję
Poczucie samotności, opuszczenia i porzucenia pojawia się tutaj często. Czy jest to echo jakiegoś głębszego i także w sensie historyczno-politycznym zbiorowego doświadczenia? Czy może tę tonację tworzą groźne żywioły, pomiędzy którymi przyszło na tym skrawu ziemi żyć ludziom? To jest kraina nawoływań i poszukiwań:
A głos w sieci nigdy nie jest ten sam
od chrypki od złości
od [...]