| Wtorek, 20 stycznia 2009
Szołbiznesowe autobiografie
Co czytają inni
Dwie dekady temu, w 1989, Kenneth Branagh wydał autobiografię artystyczną zatytułowaną „Beginning”. Był już wtedy znanym i cenionym aktorem, który podbił angielskich widzów kilkoma świetnymi rolami, w 1989 wszedł na ekrany „Henry V” w jego reżyserii i wcieleniu. Mimo tego aż mnie zatkało, gdy w księgarni zobaczyłem tom jego autorstwa – co za hucpa, pomyślałem, facet nie ma jeszcze trzydziestki, a już się chwali biografią. No cóż, byłem przyzwyczajony do czytania opowieści o ludziach dawno nieobecnych. O żywych pisało się w reportażach, kronikach sądowych, felietonach. Ale żeby zaraz biografię? W dodatku auto?!
Zmieniłem zdanie przeczytawszy książkę, bo Branagh pisał ciekawie, bardziej go zajmowała praca, sztuka aktorska, niż plotki (choć zabawnych epizodów też w książce nie brakowało). Przetarł drogę – po lekturze jego tomu łatwiej było sięgnąć po wspomnienia innych żyjących aktorów, np. Anthony’ego Shera. Teraz jednak dowiaduję się, że wydawcy bardzo takich książek szukają – opowieści osób znanych ze sceny (lepiej z ekranu) sprzedają się doskonale. Na szczęście mija chyba czas bohaterów głupkowatych pokazów tańców z gwiazdami albo „spontanicznych” wygłupów przed kamerą w programach popularnych prezenterów – czytelnicy zaczęli cenić szczerość i, w co trudno uwierzyć w przypadku masowej rozrywki, wartości literackie tekstu.
Na liście szołbiznesowych autobiografii trwa nieustanna przepychanka. „That’s another story” Julie Walters (Weidenfeld & Nicolson), dopiero co wyparła w angielskich [...]
Grzegorz Sowula
|